Legs & Back, Ab Ripper X
Jak zwykle wszystko skończyło się na dobrej koncepcji. Wstałem rano i pomyślałem:
"Dobrze się w ciągu dnia oproteinuje, a wieczorkiem skutecznie przepale mięśnie". Częściowo oczywiście nic z tego nie wyszło, a mianowicie dlatego, że z rana powiał mnie jakoś lekki wiatr (takie mam przypuszczenia) i najzwyczajniej w świecie mnie zawiało. Efekt, napierdzielające korzonki... Większość ćwiczeń dało się wykonać, jednak AB Ripper stał się wyzwaniem nie do przejścia w całości. Zamieniałem wszystkie ćwiczenia ze skłonami na jakiekolwiek inne, aby tylko nie tracić czasu i niepotrzebnie nie stygnąć. Ogólnie masakra AB Ripper'owa, człowiek czuje się jak inwalida nie mogąc normalnie wykonywać skłonów. Przecież nie chciałbym przerywać teraz ćwiczeń, to już 33 dzień!!!
Rada na dziś: Dbajcie o siebie dzieci i noście ciepłe majtki...
piątek, 19 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Cholerka, korzonki to cholerstwo. Ale najważniejsze że dałeś radę! Daleko zaszliśmy i nie ma co się wycofywać. Troszkę boję się infekcji jakiejś, która spowoduje że nie będzie można ćwiczyć. Dzisiaj, czyli w poniedziałek jedziemy kolejny zajebisty, ciężki trening! Świetlana przyszłość przed nami, pakerami hehe!
OdpowiedzUsuńW weekend pofolgowałem sobie trochę. Pozwoliłem sobie nawet uczcić wiosnę i wypiłem piwo! Co się okazało? Wogóle mi nie smakowało i co dziwne, czułem się fatalnie po wypiciu JEDNEGO piwa! Na drugi dzień prawie kac. To pewnie przez ćwiczenia i zmianę sposobu żywienia. Nie wiem dlaczego tak organizm zadziałał. Oprócz kaca fizycznego załapałem też kaca moralnego, jak bym zdradził idee ćwiczenia itd. Jedno jest pewne, nie ruszę piwera wcześniej niż w letnie miesiące. Energii na cały tydzień życzę!!!
OdpowiedzUsuńZafunduję Ci chyba ciepłe kalesony:), bo to wcale nie pierwszy raz Cię złapało.
OdpowiedzUsuńTeż mnie korci taka jedna butelczyna, ale muszę stwierdzić twardo. Nie mogę i koniec. Pozwolę sobie teraz, a jutro będę już wcinał dużą pizze (bo przecież tylko jedną).
OdpowiedzUsuńGadanie, gadnie. Drugi raz w życiu mnie złapało...
OdpowiedzUsuń