Yoga X
Oooo, co to była za Yoga. Nie dość, że znowu ukradkiem odliczałem pierwsze 50 minut, to jeszcze pod koniec zasypiałem. Musiałem być masakrycznie zmęczony. Gdy tylko zaczynały się pozycję na mięśnie brzucha, zastygałem w pozycji i momentami przysypiałem (kończyłem przez to ćwiczenia trochę później). Ale gdy tylko Tony kazał się położyć, jednocześnie mówiąc, że nie będzie się odzywałem przez minutę (kłamie, milczy tylko 45 sekund), odpadałem w głęboki sen. Może dobrze, że obudził mnie wcześniej, przynajmniej wiedziałem, że się Yoga kończy...
Rada na dziś: Nie podchodźcie zmęczeni do Yogi, zaśniecie.
piątek, 19 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz