Kenpo zawsze traktowałem jako rozrywkę weekendową, to się nie zmieniło. Pamiętam jak za pierwszym razem cała rodzina śmiała się ze mnie, jak to ślamazarnie wykonuje ruchy "karate". Nie było w tym żadnej płynności oraz gracji. Teraz to co innego, bardziej jestem skupiony i z większą energią wykonuję ciosy... Ponieważ to typowy spalacz kalorii, szkoda go pomijać, dość mocno naciągasz mięśnie, które są potrzebne w ciągu tygodnia, ułatwia to ci dalszą pracę nas sylwetką. Mocno się zastanawiam czy jutro nie zrobić strech'a po tym wszystkim, czas pokaże jak będzie.
Jedynie, co po tym tygodniu widzę to:
- ramiona się wzmacniają/napinają
- nogi także odzyskują kształty, łydki znacznie szybciej
- klata piersiowa idzie w siłę
- wielki minus dotyczy szcześciopaka (brzuch), słabo brnie przez ten tłuszcz...
niedziela, 4 marca 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz