30 dzień o ile dobrze liczę, ale chyba tak. Zastanawiam się jak bardzo się zmieniłem, ile przez te 30 dni zdołałem zrobić. Jutro będę robił zdjęcia, dzisiaj już nie mam siły. Prawdopodobnie idzie mi całkiem dobrze, choć jak to mamy w narodowej naturze, zawsze jest za mało i za wolno. Ręce się odbudowały i wzmocniły po przerwie (zdziwiony jestem ile pompek mogę zrobić), brzuch moja największa bolączka, ma się całkiem dobrze. Odczuwam budujące się mięśnie pod spodem, jednak warstewka tłuszczu nadal gdzieś tam sobie wisi. Najbardziej widzę to po górnej części mięśni brzucha, od paru dni mam tą część całkiem płaską. Przeważnie była nadęta po każdym jedzeniu.Po bokach powinienem także zjechać, jutro się okaże na zdjęciach...
Dzisiejsze zajęcia były o tyle zaskoczeniem, że najgorsza z tego wszystkiego była rozgrzewka (jakieś 10 minut ciągłych ćwiczeń). Później było już lepiej, choć pod koniec organizm mówił zdecydowane nie. Tony Horton by powiedział "I hate it...but I love it". To określenie pasuje najbardziej do moich wstawek Insanity.
* - zamiennie Insanity Power & Resistance
wtorek, 1 lutego 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Wstaw zdjęcia z pierwszego i 30 dnia :) będzie co porównywać
OdpowiedzUsuń