poniedziałek, 27 lutego 2012

Nazwę to "przedstart" - Dzień 0

Czas najwyższy nadszedł na ciężką pracę. Waga, coś za bardzo nie chciała już niżej zejść, zatrzymała się na 93,5kg.Ale myślę, że to wystarczy, za dużo tego czekania.
Dlaczego dzień 0, a to dlatego, że postanowiłem rozpocząć program od wtorku, a nie od poniedziałku. Co jednak nie oznacza, że poniedziałki będę miał wolne. Wiem, że może to zawiłe, za chwilę okaże się jeszcze bardziej, a to wszystko dzięki mojej wybujałej fantazji, nowego podejścia do ćwiczeń. W wielkim skrócie:
1. P90X - Wtorek-Niedziela (popołudniu, zaraz po pracy)
2. Insanity - Poniedziałek-Sobota (rano, przed pracą)
Niezły hardcore sobie zaplanowałem, ale trzeba jakoś do formy dojść, co nie!. Jeszcze nie wyobrażam sobie ćwiczeń o 5 rano, a przecież fizycznie to możliwe. Jeżeli nie spróbuje, to się nigdy nie dowiem. Zawsze mogę z jednego zrezygnować (z rana lub południa), nic się nie stanie.
Dzisiaj poniedziałek, a więc tylko jeden zestaw, Insanity - Plyometric Cardio Circuit (Fittest był wczoraj). Było jak to w Insanity, niezwykle ciężko i wyczerpująco. Po koniec (jakieś 7 minut przed końcem) musiałem zrobić sobie większy break, nie dawałem rady z tym wszystkim. Wszystko po trzy serie, z czego każda coraz szybciej. Ale w końcu wróciłem na tory i pociągnąłem do końca. Dzień uznaje za udany. Jutro zaczyna się to gorsze... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz