wtorek, 28 lutego 2012

Dzień 1 - Chest & Back

Ooooo, było ostro. Wstałem o godzinie 5:40, mata, woda, laptop z już włączonym programem (na pauzie) czekam na mnie w kuchni. Plan był prosty, mam zacząć ćwiczyć rano (kolejna porcja Insanity), czy to zrobiłem, oczywiście, że tak. Jednak wytrwałem tylko jakieś 7 minut, co i powiem tak dość dużo. Przerwałem ze względu na zmęczenie, kładłem się po godzinie pierwszej w nocy. Fizycznie dałbym radę, jednak mój umysł jeszcze ewidentnie spał. Nie zmartwiło mnie to jakoś, najważniejsze, że wstałem i chciałem się rozgrzać. Powiem szczerze, coś w tym jest, po chwili byłem już rozbudzony, ale nie na tyle aby to kontynuować...
Tak jak napisałem wczoraj, nic się nie stanie, jeżeli coś tam mi rano wypadnie. Najważniejszy program to P90X! Wystartowałem z Chest & Back, na początku myślałem, że pójdzie dość lekko (robiłem to przecież już wiele razy). Później okazało się jednak, że moje myśli błądziły głęboko w chmurach. Pompki wykonywałem dość powoli, porównując to do tego co widziałem w na ekranie. Jednak, jak to mówi Tony "quality over quantity", dlatego też się nie przejmuję. Chciałbym zaznaczyć, że do pompek podchodzę tylko na kolanach (na nogach robię z 8 i koniec, nie wiem dlaczego). Drążek tylko z krzesłem (normalnie podciągnąłbym się może ze dwa razy), taka forma najbardziej mi odpowiada, mogę zrobić więcej. Ostatnie 10 minut przed CoolDown było już męczarnią, którą jednak przeszedłem.
Zatrzymałem się na 0:00 i nie czekałem już na AB Ripper'a. Może jutro to nadrobię, za dużo razy leżałem na macie. To chyba jak na pierwszy dzień, już dla mnie dosyć.
Tak tylko podsumowując:
- Drążek - robiłem serie do 20 powtórzeń, nie więcej (jeżeli mogłem dalej, to przerywałem)
- Pompki (pierwsze seria) - max 23 (wiem słabo, ale pamiętajcie "Never sacrifice form")

Musze jeszcze zrobić sobie jakieś zdjęcia, przecież za 89 dni będę wyglądał jak młody Bóg!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz